piątek, 21 grudnia 2012

"Turlututu. A kuku, to ja!" Hervé Tullet


Podczas gdy inni zamartwiają się, czy zdążą ze wszystkim przed świętami, pieką w pocie czoła ciasta, szorują okna, czy przechodzą w fazę końcową ubierając choinkę, my się bawimy. I to jak! Bawimy się z kimś kto zabawę ma w najmniejszym palcu i chce nią zarazić jak największą liczbę osób. Hervé Tullet jest z nami! I przewracamy, obracamy, czarujemy, a nawet mieszamy ;) Z tą pozycją można robić wszystko, bo to nie byle jaka książka. Żadne tam zwykłe, kolorowe ilustracje, toż to radocha sama w sobie. Tutaj mały czytelnik nie siedzi biernie i wyłącznie słucha, tutaj uczy się wykonywać polecenia, bawi się z nami, bawi się książką i zaczyna rozumieć, że lektury to nie tylko monotonne czytanie, ale także świetny sposób na nudę. Ile pisku, uśmiechu i machania łapkami przy tym! A nawet tańce podczas śpiewania "My jesteśmy krasnoludki". Nawet mnie zagonili do śpiewania. Efekty mizerne, ale za to córce poszło wyśmienicie :P



Ilustracje podobnie jak w "Naciśnij mnie" wykonane prostą kreską, niezwykle żywe, barwne, ale razem z prostymi poleceniami tworzą to, czego nie udaje się większości autorów książek dla dzieci... Bez pardonu zapraszani jesteśmy, my dorośli razem z dziećmi, do świata niesamowitej rozrywki dla maluchów. Potrzebny jest tylko ktoś kto przedstawi zadania ( w tej roli my - znaczy dorośli, ale jesteśmy również uczestnikami w tej jakże wymyślnej zabawie), a resztę wykona już samo zainteresowane dziecko. I chwyci wierzcie, od razu! Nie trzeba do niczego namawiać. I będzie naciskać, by odpalić rakietę nowego przybysza, podróżować, mieszać i malować, śpiewać w obcym języku i czarować! A to wszystko za sprawą niezwykle przyjaznego bohatera i towarzysza z gry. Turlututu!


Co więcej, muszę przyznać, córa moja nawiązała swego rodzaju komitywę z tym nieco dziwnym stworzeniem i nabierać mnie próbują! ;) Że słoń to niby kura, cytryna to telefon , do tego chiński, a pampuciem każą nazywać ślimaka. Baaardzo śmieszne! ;D Turlututu ma naprawdę dużo wspaniałych pomysłów, a wyobraźnia dziecka dokona całej reszty. Świetna zabawa w cudownym towarzystwie. Zgroza nie powiadomić o tej książce innych ;))) Zwłaszcza, że ten koleś wie jak, czym i na jak długo zająć dziecko, a i my możemy przy tym spędzać czas z kimś kogo tak mocno kochamy!



"Turlututu. A kuku, to ja!" 
Hervé Tullet
Wyd. Babaryba
Warszawa 2012 



2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Turlu tu, Turlu tam ;) Tullet wymiata! I wszyscy go uwielbiają.

      Usuń